Jeżeli to czytacie nie zaszkodzi Wam skomentować. Dla Was to tylko chwila a dla nas duża motywacja do dalszej pracy .
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~ Mary ~~
Siedziałam spokojnie na pniu przed głównymi schodami do mojego domu, aż zauważyłam wysokiego blondyna wychodzącego zza rogu. Pomachałam mu nieśmiało i lekko się uśmiechnęłam. Podszedł bliżej i usiadł na schodach. Popatrzył na mnie, ale jednak nie zaczął rozmowy. Jakoś dziwnie było mi z nim rozmawiać po tym co stało się u niego w domu. Co chwila zerkaliśmy na siebie, starając się by żadne z nas tego nie widziało. Było dość cicho i niezręcznie... do czasu. Właśnie chciałam zagadać, kiedy zobaczyłam Niall'a wpatrzonego we mnie jak w obrazek. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się szeroko. Odwrócił głowę zamaszyście. Nie minęło kilka sekund , a ja już straciłam go z oczu. Rozejrzałam się dookoła lecz nic. Za to usłyszałam dość wyraźny śmiech dobiegający z mojego trawnika. Usłyszałam :
- Prędzej mnie usłyszysz niż zobaczysz - powiedział blondyn śmiejąc się dokładnie tak samo jak tego dnia kiedy brutalnie obrzucił mnie tortem.
- Co ci się stało ?!? - zapytałam dusząc się ze śmiechu .
- W sumie to sam nie wiem co się stało, ale było dość fajnie.- odpowiedział
Obydwoje śmialiśmy się bezgranicznie, aż zobaczyliśmy przy furtce Harry'ego .Niall od razu wstał. Po mimice jego twarzy widziałam, że nie spodziewał się jego osoby w moim domu.
- To ja już chyba pójdę - powiedział mijając Harry'ego i waląc mu z bara.
- Nie, nie zostań !!! - odpowiedziałam szybko biegnąc w jego stronę.
Zdołałam dogonić go dopiero poza terenem mojego ogródka. Złapałam go energicznie za nadgarstek i przyciągnęłam do siebie. Popatrzyłam głęboko w jego niebieskie oczy i delikatnie musnęłam jego usta.
- Później do ciebie wpadnę i dokończymy naszą rozmowę- powiedziałam szybko, odwróciłam się na pięcie i wróciłam do Harry'ego .
~~ Niall~~
Gdy szedłem w stronę domu nie mogłem przestać śmiać się sam do siebie. Ten pocałunek był magiczny. Nigdy bym się nie spodziewał, że to właśnie w tym momencie , kiedy wszystko znów się sypało, wydarzy się coś tak niesamowitego. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Ciągle pamięcią wracałem do tego momentu. Moje niesamowite odczucia przerwało dość bolesne uderzenie głową w słup. Nie przejąłem się zbytnio, wstałem z chodnika i poszedłem dalej. Dziś nic nie mogło zepsuć mi humoru. NIC !!! Nie mogłem doczekać się kiedy znów mnie odwiedzi.Wszedłem do domu i własnym oczom nie mogłem uwierzyć. Po całym domu szwendały się rozwrzeszczane 'fanki' .
- Co tu się dzieje do cholery ?!?- krzyknąłem dość głośno. Opanowałem się od razu, przypominając sobie pocałunek.
Nie usłyszałem odpowiedzi. Przywitałem się z kilkoma znajomymi twarzami i poszedłem szybko do siebie do pokoju, mając nadzieję, że nie będzie w nim ani jednej fanki. Na moje szczęście drzwi do mojego pokoju były zamknięte na klucz, który miałem tylko ja. Wyciągnąłem srebrny, mały kluczyk z kieszeni moich spodni i wsadziłem go do drzwi szybko przekręcając w prawo. Wśliznąłem się do pokoju i zatrzasnąłem drzwi. Położyłem się na łóżku i tracąc poczucie czasu, rozmyślałem o Mary. Przypomniałem sobie, że została tam sama z Harry'm. Bez wahania wstałem i ruszyłem w stronę okna, z którego widać było doskonale przebieg całej tej dziwnej sytuacji.
~~ Mary ~~
- Myślałam, że wszystko wyjaśniliśmy sobie przed kawiarnią ... Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia. To jak się zachowałeś... Nigdy bym się tego nie spodziewała... Nie po tobie...- Powiedziałam mając łzy w oczach.
Spuściłam głowę w dół i obserwowałam swoje buty. Chłopak nie wiedział co robić. W końcu podniósł lekko rękę ku górze i odgarnął kosmyk moich włosów za ucho. Momentalnie się odsunęłam. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jak Niall przygląda się temu co dzieje się u mnie w ogródku. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Jednak poprawiłem ci humor ? - Zapytał Harry patrząc mi w oczy.
- Przykro mi, ale nie. I nic tego nie zmieni. Mam do ciebie prośbę ... - powiedziałam do lokersa.
- Tak słucham... - odpowiedział dość szybko chłopak.
- Wykasuj mój numer, zdjęcia, wspomnienia .... wszystko. Zapomnij, że ktoś taki jak Mary Lose w ogóle istnieje. - Powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
Chłopak złapał mnie z nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Jesteś tego pewna ? - zapytał zdziwiony .
- Bardziej niż czegokolwiek wcześniej - odpowiedziałam wyrywając mu swoją rękę z dość mocnego uścisku.
- Chyba musisz już iść- powiedziałam do chłopaka.
- Skoro wolisz tego ziemniaka, to nie będę się sprzeciwiać.
Te słowa całkowicie wytrąciły mnie z równowagi. Rzuciłam się na niego i chyba rozwaliłam mu nos ... Mimo tego co się stało nie mam zamiaru go przepraszać za nic co zrobiłam i co zrobię. Nie spodziewałam się że Harry będzie taki chamski i mi odda. Na dodatek dwa razy mocniej. Dostałam centralnie w brzuch. Zwijałam się z bólu kiedy zobaczyłam rozzłoszczonego Irlandczyka stojącego dokładnie za Harry'm. Nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać. W tej chwili widziałam tylko czarne scenariusze. Nie minęła minuta, a Hazza już nieźle oberwał. Podniosłam się szybko i stanęłam pomiędzy nimi. Próbowałam ich jakoś rozdzielić, ale na marne. Nic mi nie pozostało tylko krzyczeć na cały głos ' POMOCY'. Nie czekałam długo, by zobaczyć resztę zdezorientowanych chłopców. Ze łzami w oczach opowiedziałam im o całej tej dziwnej sytuacji. Na całe szczęście szybko ich rozłączyli , bo mogło się na prawdę źle skończyć. Ciągle bolał mnie brzuch i dlatego obejmowałam się w pasie. Usłyszałam pytanie Louis'a, który stał dość blisko Harry'ego.
- Dlaczego trzymasz się za brzuch ?!? - dostrzegłam zdziwienie w jego głosie.
- Wiesz... Dostałam od twojego Haroldzika ...
- A to inna sprawa- popatrzył na niego, a potem walnął lokersa, w brzuch taj jak oberwałam wcześniej ja.
Nie patrzył na niego dłużej i po prostu wyszedł z terenu mojego domu. Spojrzałam za nim i zaczęłam rozmowę.
- Harry, proszę cię wyjdź ! - powiedziałam do chłopaka i wskazałam palcem drzwi.
Nie usłyszałam odpowiedzi tylko zobaczyłam jak ze spuszczoną głową wychodzi. Zaraz po nim reszta chłopców stała już w drzwiach.
~~Harry~~
Gdy wychodziłem, z domu Mary czułem się obcy. Niby byłem w gronie przyjaciół, ale jednak byłem nieznajomy. Gdy wychodziłem ostatni raz rzuciłem spojrzenie na dziewczynę, bo czułem, że to ostatni raz kiedy ją widzę. Wszedłem do domu, niezbyt wiedziałem co się dzieję. Miałem ochotę wywrzeszczeć wszystkie moje myśli, jednak powstrzymałem się widząc Perrie siedzącą w salonie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz